Kartki urodzinowe dla chlopaka

Podobne podstrony
 
Widzisz wiadomości znalezione dla hasła: Kartki urodzinowe dla chlopaka




Temat: jak złożyć neutralne życzenia urodzinowe?
jak złożyć neutralne życzenia urodzinowe?
mam problem. chcę wysłać elektroniczną kartkę urodzinową mojemu byłemu chłopakowi, zostawił mnie, bo zakochał się w kim innym. nie utrzymujemy kontaktów, zadzwonił do mnie jednak z życzeniami urodzinowymi. należałoby się odwzajemnić. jak i czego życzyć? bo przez klawiaturę nie przejdą mi życzenia "wszystkiego najlepszego/dobrego z okazji...". co można napisać, żeby było mniej więcej szczere, ale jednocześnie zachowywało formy grzecznościowe? to powinno być coś neutralnego... proszę o radę



Temat: TAK lub NIE
ok to teraz nalezy się sprostowanie.
zastanawiałam sie czy złożyć życzenia urodzinowe/kartke/kupić prezent fajnemu chłopakówi z którym ostatnio się pożarłam. mój dylemat był taki, ze kłótnia była z jego winy a on nie bardzo garnie isę do przeprosin. i z tego sie motałam co mam zrobić. dzięki za pomoc:D





Temat: Czy istnieją prawdziwi przyjaciele??
Ja juz jakis czas temu doszlam do wniosku, ze taki twor jak przyjaciolka po prostu nie istnieje:)
Mialam przyjaciolke w podstawowce, ale rozluznilo sie to w liceum i na studiach - teraz przesylamy sobie maile raz na jakis czas i kartki na urodziny/swieta.
Moja przyjaciolka licealna byla dobra... do czasu. W liceum mialam duzo kolegow, podobalam sie facetom. Ja tolerowali dzieki mnie. W pewnym momencie zauwazylam dziwne zjawisko - przyjaciolka zaczynala mnie obmawiac, jak mialam problemy z bylym chlopakiem - zaczela trzymac jego strone (co bylo dziwne, bo facet robil na prawde okropne numery). Jakby czegos mi zazdroscila... Ale to nie to najbardziej mnie do niej zrazilo. Po prostu w pewnym momencie poczulam, ze nie mam o czym z nia rozmawiac. Mialam problemy rodzinne, bardzo cierpialam z tego powodu, ale ona nie potrafila sluchac, kazda moja rozpoczeta rozmowe przerywala utyskiwaniem pod tytulem 'a moja siostra wydzwonila ogromnie duzy rachunek'. W pewnym momencie przestalam probowac z nia rozmawiac i w ten sposob sie skonczylo.
Wypracowalam sobie nawet taka teorie, ze z kobieta mozna sie zaprzyjaznic, ale nie mozna obracac sie w tym samym towarzystwie. Jesli jedna z kobiet jest silna osobowoscia, to druga zawsze pozostaje w jej cieniu. Jesli obie sa silnymi osobowosciami, to w pewnym momencie zaczna sie scierac.
Przyzwyczailam sie do zycia bez przyjaciolek, ale czasami mi tego brakuje:/



Temat: Moje przemylsenia na temat aklimatyzacji...
Zgadzam sie z aksiegowym; integrowanie to organizowanie obiadow, rozmowy
telefoniczne, kartki urodzinowe i regularne uczeszczanie na imprezy. Mozna do
woli, ile tylko kto ma sil.
Ludzie, ktorzy maja szerokie grono znajomych i utrzymuja z wieloma osobami
kontakt, naprawde robia to prawie na pol etatu. Nalezy wiec miec odpowiedni
charakter, bo wymaga to nie tylko duzo zachodu ale tez sporo checi.

W mojej bylej pracy byl np zwyczaj chodzenia na piwo w piatek popoludniu.
Chodzilam wiec dosyc regularnie. Czesto zdarzalo sie, ze bylam jedyna Pania w
towarzystwie.Co mozna robic na piwie z 3 chlopakami? - gralismy w karty.

Jak szybko poznac ludzi np w sasiedztwie?
Pamietam, ze po wprowadzeniu sie do dzielnicy ktos z nowych (a wszyscy bylismy
nowi) zorganizowal przyjecie na ulicy. Ustalil z policja zamkniecie ruchu,
rozrzucil zaproszenia, zrobil liste tego kto ma co przygotowac. Trwalo do
bialego rana i nie zabraklo chetnych. Kazdy moze byc tym kims organizujacym.

Kan




Temat: MARCEPANNY I MARCEPANY 2005 część III
Dzięki:)))
Marcinek ślicznie dziękuje za pamięć...
A tak serio- to ma w nosie swoje święto... Zabawki na razie olewa, kartki
urodzinowe próbuje podrzeć, świeczki nie potrafi zdmuchnąć(próby były i nic nie
dały...moze jutro nas zaskoczy...)....Będzie miał pozwolenie zarycia noskiem w
torcik, a co...niech ma chłopak coś z tego życia!!!
Kasku na urodzinki nie dostał, tylko nowe łóżeczko-droższe rozwiązanie
Kaskaderem mam nadzieje nie zostanie, bo osiwieje w trybie natychmiastowym

A ja się obijam zamiast wszystko ładnie i zgrabnie na jutrzejszą balange
przygotować...potrzebna pomoc do dmuchania balonów...???? DDD




Temat: prezent na 80 urodziny- pomocy
prezent na 80 urodziny- pomocy
czesc wielkie osoby z roznymi pomyslami
do piatku musze zrobic jakis podarunek dla dziadka mojego chlopaka na 80-te
urodziny. mam kilka koszykow z papierowej wikliny- moze jeden dam, ale nie
wiem co mam wrzucic do srodka wiem ze On sam jest uzdolnionym czlowiekiem,
eh nie bede rozpisywac sie co potrafi manualnie- ale jest pewne ze docenia
zaangazowanie. pozniej wrzuce kilka fotek na forum
mysle o koszyczku i kartce- ale nie wiem jaki styl mam powziac. mam kilka
suszonych kwiatkow i dziwne mysli w glowie.
co do koszyczka- cukierki? calkowita klapa, moze sztuczne kwiaty- byloby od
razu dla babci i dzianka?
pomozcie, moze Wy mialyscie podobne problemy?



Temat: Obciachy dzieciństwa
Początek pierwszej klasy zażądałam urodzin pluszowego kotka.W wigilię urodzin
spacer po Łazienkach.Nie wiem czemu,ale na krótko kotek był pod opieką mamy.Jego
głowka umocowana na sprężynce wpadła do stawu.Na szczęście wypadek miał miejsce
na schodach przy stawie,moja dzielna mama wykazała się refleksem.A tort czekał
już w lodówce. domek misternie robiony prze ze mnie na prezent gotowy był od
tygodnia.
W dzień urodzin goście ciotka z kuzynką w tym samym co ja wieku i dobry kolega
z sąsiedniej klatki.Mój rówieśnik.I ów kolega chcąc podkreślić rangę
uroczystości założył pasiasty szlafrok swego ojca.Podobno to strój galowy
mandarynów.Dzielny chłopak,wszak "blokowe pospólstwo" nie miało pojęcia o
strojach mandarynów.

W trzeciej klasie spacerowałyśmy z koleżanką z klasy z wózkami.W moim była lalka
z poobgryzanymi piętami(jak wszystkie inne),w jej misio w czerwono granatową
kratkę.Rozmawiałyśmy wtedy o mięsie na kartki,zupkach i naszych mężach,którymi
byli koledzy z klasy.Nasi mężowie na szczęście nie wiedzieli,ani o żonach,ani o
dzieciach.Do dziś dziwimy się naszym matrymonialnym gustom



Temat: Kwiecien 2004, cd. 5 :)
Witam po dłuższej nieobecności!
Dziękuję bardzo gorąco za pamięć i piękne życzenia dla Kubusia, a Ini25 za
prześliczną kartkę z życzeniami.
Wszystkim zaległym maluszkom składamy moc najszczerszych życzeń urodzinowych,
dużo radości i przyjaciół.
Bebicka Mateuszek na tych zdjęciach wygląda super, tak dorośle, wogule śliczny
chłopak jak wszystkie kwietniowe maluszki.
My już też po imprezce urodzinowej Kuba też dostał rowerek dla trzylatka i mam
ten sam problem co z nim zrobić?Od chrzestnego dostał spacerówkę,a właściwie
parasolke więc w dwóch pokojach [6 osób] stoją dwa wózki,
rowerek,jeździk,krzesełko do karmienia i jeszcze chodzik stoi,a ja po mału
ćwiczę naukę fruwania.Chodzenie po mieszkaniu jest bardzo niebezpieczne i czasem
graniczy z cudem.
Kubuś dalej jest na cycu i chyba nie prędko się odzwyczai,cyca ciągnie 5-6 razy
w ciągu doby oprócz tego je wszystko to co my i ciągle pokazuje na brzuszek, że
jest głodny.Od grudnia mamy 6 zębów i ani widać następnych.POZDRAWIAMY
GORĄCO;LILKA I KUBUŚ




Temat: życzenia świateczne dla rodziny ex
Mój chłopak zerwał ze mną półtora roku temu, a jego mama do tej pory wysyła do
mnie kartki na święta i urodziny. Chociaż prawie się nie widywałśmy, bardzo się
polubiłyśmy i te kartki o tym świadczą. Z moim byłym jestem w kontakcie i nie
robię tego, bo chcę żeby do mnie wrócił (wręcz przeciwnie), ale dlatego że jego
mama jest cudowną osobą i należy jej się odrobina szacunku. Chociażby kilka
miłych słów na Boże Narodzenie.



Temat: Prezenty od teściowych
Burchli??? Jejku, ale fajne określenie na pęcherze :-) Chyba mieszkasz na
wschodzie Polski, w okolicach Białegostoku ten wyraz obił mi się już kiedyś o
uszy...
Ja mam niemieckich teściów (przyszłych). Jeżeli chodzi o prezenty (i zresztą
nie tylko), są super! W ich przypadku nie sprawdza się stereotyp, że Niemcy są
skąpi. Traktują mnie jak swoje dziecko. Na urodziny czy Gwiazdkę zawsze dostaję
prezenty, czasem też bez okazji. Jeżeli się nie widzimy, to przez chłopaka
wręczają mi kartkę z życzeniami wraz z 50 euro (za tą sumkę mogę kupić sobie w
PL coś porządnego), dostałam również książkę, kwiaty, dobre kosmetyki do ciała
(z wyższej pólki, droższe). Mama chłopaka piecze dla mnie moje ulubione ciasto
jak on jedzie do mnie do PL i dorzuca jeszcze coś, co chętnie jem u nich w
Niemczech. Czuję się akceptowana i rozpieszczana :-) Jak jadę do Niemiec, to
też zawsze coś biorę ze sobą - przede wszystkim polskie jedzenie, np. wędliny -
oni szaleją za tym, bo u siebie nie mają tak smacznych rzeczy :-)))



Temat: kiksy
Jakiś czas temu Zosia przyniosła z biblioteki książkę "Urodziny Kłapouchego"
wyd. Egmont w tłumaczeniu pai Wandy Chotomskiej. Pani Ch. ma juz u mnie od
dawna "krechę" za Martynki,a le teraz to juz jest czerwona kartka. Pomijam juz
sens robienia po raz drugi tego, co pani Tuwim zronuła raz i genialnie, ale jak
mozna włożyć w usta Kubusia Puchatka słowa: "Pal cię licho głupia szycho", jako
reakcję na oberwanie szyszką w łepek ???

Pisałam juz wcześniej w innym watku o książkach, które Jula dostała na
urodziny. Jest wśród nich skladana książeczka sztywnostronicowa "Złota kaczka"
wyd. Bestseller we współpracy z Edipresse Polska. Autora to dzieło nie ma,
ilustracje (takie sobie, ale ujdą) Jarosław Drążek. Słów mi brakuje, żeby
opisać urok tej poezji, ograniczę się do kilku fragmentów. Zaczyna się tak:

Żył raz szewczyk, Lutek miał na imię,
Pracował u majstra latem, w zimie.
I choć praca jego była szczera,
Majster pieniądz dla siebie zabierał.

Teraz próbka ze środka:

Minęły trzy dni od tejże nocy
Lutek Krakowskim Przedmieściem kroczy,
Do Tamki podchodzi, tam jest wejście,
Lutku drogi, na baczności miej się.

I puenta:

Wszak wrócił chłopak uradowany.
"Szczęście da pieniądz zapracowany."
Od tej pory wiódł życie wspaniałe.
Pracą osiągnął bogactwo i chwałę.

I jak wam sie podoba współczesna polska anonimowa poezja dla dzieci ???




Temat: Re: Kalendarium - do stynki
Darciu,

dzięki za e-kartkę. Chyba w następnym roku (bo teraz to juz nie da rady raczej)
musimy naszym chłopakom urządzić wspólne urodzinowe party (moze być w dzień
urodzin Przemka) - dzieli ich przecież tylko JEDEN dzień.

Pozdrówko,
Chalsia

PS. To samo wyślę Ci na priva



Temat: plotka
A ja... jak sie dostalam na studia, tata mogl dalej pobierac na
mnie "rodzinne" ( kiedys to nie bylo uzaleznione od dochodow) do 25 roku zycia.
Prosil, zebym przyniosla jakas kartke z dziekanatu czy legitymacje. Ciagle
zapominal jej zabrac. W zwiazku z tym jedna kobieta u niego w pracy
rozpowiedziala, ze ja na pewno nie zdalam na studia, tylko rodzicom wstyd i nie
chca sie przyznac. Plotka poszla, pomimo iz tato po tygodniu legitymacje
doniosl:))) Dowiedzielismy sie o tym po roku :)
Kiedys wzbudzilam sensacje wsrod przyjaciol, gdy pojawilam sie ze swoim
przyszlym mezem na urodzinach jednego z nich. Nie wiedzialam, dlaczego patrza
na nas dziwnym wzrokiem, a na mnie oburzeni. Po jakis czasie kolezanka wziela
mnie na rozmowe i dowiedzialam sie, ze jeden z kolegow rozpowiadal, ze z nim
chodze ( cokolwiek by to znaczylo, nie dociekalam). Poniewaz studiowalismy w
innych miastach, ja zas nikogo wtedy nie mialam, klamstwo chwycilo. Moi
przyjaciele byli oburzeni, bo mialam opinie dobrego czlowieka, ktory muchy by
nie skrzywdzil, co dopiero chlopaka. Pamietam,ze bylam oburzona i wsciekla na
siebie, ze juz wczesniej nie odebralam "sygnalow" na ten temat.
Jakis rok wczesniej wsciekly chlopak na wakacjach ( nic nie byl wart), ze nie
zgodzilam sie na Jego amory ( mialam wtedy 19 lat i nie szukalam przygod ! A on
byl takim miejscowym "zdobywca serc na 5 min.) powiedzial, ze laczyly mnie
bliskie stosunki z innym. Ale oprocz obcych, nikt znajomy mu nie uwierzyl. Jak
do mnie to dotarlo, bylam tak zdziwiona, ze nie moglam nic powiedziec przez
jakis czas.
Teraz nie dochodza do mnie plotki, choc zapewne sa.



Temat: erotyczna gra
erotyczna gra
Mój chłopak ma za kilka dni 21 urodziny.Jesteśmy razem 2,5 roku,jest
cudownie,zarówno w łóżku jak i poza nim jesteśmy dopasowani.On jest bardzo
otwartym,zabawnym i namiętnym facetem,dlatego postanowiłam urządzić mu
zaskakujące urodziny:planuję zabrać go do naszej ulubionej kawiarni(bez
prezentu,wypijemy jakieś drinki),potem pojechać do mnie(już zawarłam z mamą
układ,że wyjeżdża na weekend),a tam czekać będzie prezent właściwy-zamówiłam
przez internet grę planszową,bardzo erotyczną,z rozbieraniem w
trakcie,różnymi zadaniami,marzeniami wypisywanymi na kartkach itp(już ją
dostałam,jest naprawdę subtelna i fajna-na mecie wypisuje się 6 ulubionych
pozycji i rzuca się kostką,która zakończy grę).Chcę ją wcześniej ładnie
rozłozyć,przygotować wino,świece itp.Od razu mówię,że w naszym przypadku to
nie ma wzbogacić czy urozmaicić życia erotycznego-pomyślałam tylko,że ujęcie
wieczoru w ramy takiego erotycznego scenariusza będzie interesujące.Co o tym
sądzicie?



Temat: Co na prezent dla dwulatka?
- kolocki, zawsze fajne, zawsze jest ich za mało, zawsze cieszą
- tablica znikopis - u naszej córki robi furorę, a to zabawka dla
obu płci więc myślę, że chłopak też będzie zadowolony
- little people - my akurat mamy Arkę Noego, córka bawi się nią
prawie cały dzień
- farbki zwykłe, farbki do malowania stopami, rękoma itp.
- ciastolina, piaskolina itp.
- pewnie jakieś samochody, tory, kolejki itp. ale tu już nie wiem,
bo w domu mam 2 latkę

Powyższe prezenty dostała właśnie na urodziny i widać, że się nimi
bawi.
Chciałam też jej sprawić tablicę taką do malowania kredkami,
farbkami, na kartki, a z drugiej strony np. magnesy lub coś innego
ale zaszła pomyłka prezntowa i mamy w domu dwie tablice
znikopisowe




Temat: kontakty międzyrodzicowe w szkole/przedszkolu/itp
Jakiś czas temu sama chciałam założyć podobny wątek. U mnie jest
podobnie. Dzieci już dwa lata chodzą do przedszkola. Ze wszystkich
rodziców znam tylko jedną mamę, z którą utrzymuję kontakty. Jej
synek jest przyjacielem moich chłopaków, więc kiedyś po prostu
zostawiłam karteczkę przedszkolance, żeby przekazała tej mamie. Na
kartce napisałam swój numer telefonu i zaproszenie na wspólną zabawę
dzieci. Mama zadzwoniła, później przyszła z synem. I od tamtej pory
spotykamy się co jakiś czas w weekend.
Inne mamy jakoś nie przejawiają chęci nawiązania kontaktu. Nie wiem,
czy ich to nie interesuje, czy są zwyczajnie zapracowane. A może ja
jestem zbyt ciekawska i nie powinnam nawiązywać kontaktów z
rodzicami kolegów moich dzieci? Nie wiem.
Jak moje dzieciaki urządzały urodziny (tzn: jak my im urządzaliśmy)
to zaprosiliśmy dzieci wraz z rodzicami. Nie robiliśmy imprezy w
domu, tylko w Family Parku. Tam jest opiekun-rezydent do dzieci, a
dorośli mogą wypić kawkę, coś zjeść i pogadać. I wiecie co było?
jedna babcia jako opiekunka, my jako rodzice solenizantów, mama tego
przyjaciela, o którym wcześniej wspominałam i nikogo wićej. Reszta
przywiozła dzieci, zapytała o której mają je odebrać i finito. Byłam
mocno zdziwiona.



Temat: Co sie kupuje na Walentynki?
Co sie kupuje na Walentynki?
Chyba po raz pierwszy od zawsze obchodze Walentynki z chlopakiem, bo wczesniej
to albo nigdy nikogo w tym czasie nie mialam, albo bylismy w rozjazdach.

Chcialabym wiedziec, co sie standardowo kupuje na Walentynki, zeby potem nie
bylo glupiej sytuacji. Raczej mala rozyczke za 5zl czy butelke perfum za
kilkaset zl?? A moze kartke? Nie mam w tej kwestii doswiadczenia, ja juz mu
cos kupilam, ale zastanawiam sie, czy to odpowiedni prezent na Walentynki. Bo
co to w ogole za swieto ma byc?? Na urodziny czy pod choinke to zawsze wiem
mniej wiecej co kupowac, jakiej wartosci prezent itp., ale na Walentynki nie
mam pojecia :/




Temat: czy to wstęp do zdrady?
Zabawne, bo chcialam własnie rozpocząć podobny wątek.
Mój chłopak (nie mieszkamy razem) gada z obcymi dziewczynami przez gg.
Wiedziałam o tym, ale nie było w tym nic tragicznego dopóki nie jedna z nich
nie przysłała mu kartki na święta. Niby miłe, ale...
Później były smsy, życzenia urodzinowe, a ostatno 40 minutowa rozmowa przez
telefon o 2 w nocy.
Ona jest z zupełnie innego miasta, nie spotykają się, ale chyba przekroczył już
granice rozsądku.



Temat: Zabawy grzecznych dziewczynek
no a król skoczków, czy król skoczek? juz teraz nie pamietam jak to sie
nazywało. pamietam, ze to też były jakieś figury na prawą nogę, na lewą. a
kartki pocztowe z zagiętym rożkiem podpisanym "sekret" ? a kapsle? kto grał w
kapsle? mój pierwszy chłopak miał całe drużyny!! każdy kapsel miał wklejoną
flagę państwową i nazwisko zawodnika. Ba, był zeszyt wyników i transferów. Jak
jeden kapsel w rozgrywkach ligowych przechodził do innej drużyny kapsli, to
spisywany był kontrakt z pieczęciami i podpisami włascicieli klubów!! rozkosz.
i każdy traktował to śmiertelnie poważnie. to sie nazywało "kyny". ja z moją
siostrą opierowałyśmy wielokrotnie nasze zabawki. Mama uszyła nam maski na
twarz, kupiła rekawiczki lateksowe, noże to były skalpele, do czegoś też
służyła trzepaczka, ale nie pamietam do czego. i był gips z wody i mąki. Miś
mojej siostry, którego dostała na 2 urodziny, przechodził transplantacje
czaszki, operację złamania otwartego prawej łapki, amputację uszu i korekte
nosa. Mój koziołek zmienił płeć i nastawiałyśmy mu złamany piszczel!! to były
najpiękniejsze czasy!!! czy warto o nich mówić dzieciom naszym?? jasne, że
warto. wśród zalewu tandety intelektualnej i łatwości w zdobyciu wszystkiego co
tylko sie wymarzy, dzieciaki muszą wiedzieć, że małym nakładem można bardzo
dużo fajnego zrobić. co daje o wiele wiecej radości niż kolejna barbie!!!!
pozdrawiam wszystkie fanki pamietników i fanów kapsli!!!



Temat: kontakt naszych mężów ze swoimi eks...
Piszecie o mężach, a tymczasem to mój partner miał ze mną ciężkie
przejścia, jeśli chodzi o kontakt z moim eks. Chciałam się
przyjaźnić z moim byłym- Radziem, a Waldek tego nie akceptował.
Zaczęłam oszukiwać mojego chłopaka i pisałam maile, smsy, dostawałam
kartki na walentynki, urodziny... Żałuję, że nie byłam na tyle
odważna, żeby tą sprawę wyjaśnić Waldkowi, powiedzieć mu,że pisuję z
eks, a zamiast tego ściemniałam, bo tak mi było wygodniej.
Zaznaczam, że nie flirtowałam z byłym, tylko pisaliśmy co u nas
słychać, same bzdury, jednak po wszystkim poczułam się strasznie. A
Waldek jeszcze gorzej.



Temat: BANK PREZENTÓW
BANK PREZENTÓW
Zakładam wątek z bankiem własnoręcznie wykonanych prezentów.
Akurat czas świąteczny, więc może się komuś przyda, ale przecież nie tylko na
święta robimy prezenty.

Moje (i pewnie Wasze też) typy typowe:
1. malowane butelki i buteleczki
2. aniołki z masy solnej
3. kartki z życzeniami
4. obrazki wyszywane (ostatnio dla małego chrześniaka z Literą M i parą
misiów)
5. biżuterię z koralików

Moje typy nietypowe (a może i typowe):
1. poduszeczki na igły (mamusia dostawała co roku na Dzień Matki... brrr,
jakie krzywizny!)
2. torebki i torby (siostra dostała w zeszłym roku pod choinkę, wszystkie
koleżanki jej zazdroszczą, a jak się dowiedzą, że handmade to padają trupem!)
3. kolaże (zwłaszcza dla mojego chłopaka, a dla mnie samej jako pamiątki ze
zdjęciami z wakacji)
4. oprawiane stare zdjęcia (właśnie w zeszłym tygodniu oprawiałam dla mamy na
urodziny trzy zdjęcia: ślubne pradziadków, komunijne babci z pradziadkami i
samej babci, w jednej owalnej ramie, którą własnoręcznie postarzyłam, z
paspartu, w którym własnoręcznie i PROSTO! wyciełam otwory, a potem kontury
pomalowałam na złoto w stylowe zawijasy - wygląda naprawdę oryginalnie, a nie
ma nic starego, bo i rama postarzana, i skany zamiast zdjęć, żeby nie
spłowiały)
5. zwierzątka z modeliny
6. śmieszne obrazki oprawione w antyramy

Więcej nie mogę sobie przypomnieć.




Temat: Porozmawiajmy - 07.08.2006
no ładnie
haha A. już idzie coraz lepiej...
pamiętam jednak jak mi jeden mój chłopak przyniósł bukiet frezji Tak się
wtedy rozczulaiłam Kiedyś opowiadałam mu, że moja kochana babcia od kiedy
byłam mała kupuje mi frezje na urodziny, ze uwielbiam ich zapach itd. No i
wysiadam z pociągu a ten z tymi frezjami stoi...
Moze nie sa to już popularne kwiaty, ale dla mnie zawsze jakiś taki urok

A ZUZA!!! Zuza mnie kiedyś o kwiaty wypytywała!!! Ale ona to jest "planistka"
takie gadu gadu a ona hop siup... i w kartce było napisane "niestety
słoneczników nie było"




Temat: czy to wstęp do zdrady?
Gość portalu: NITKA napisał(a):

> Zabawne, bo chcialam własnie rozpocząć podobny wątek.
> Mój chłopak (nie mieszkamy razem) gada z obcymi dziewczynami przez gg.
> Wiedziałam o tym, ale nie było w tym nic tragicznego dopóki nie jedna z nich
> nie przysłała mu kartki na święta. Niby miłe, ale...
> Później były smsy, życzenia urodzinowe, a ostatno 40 minutowa rozmowa przez
> telefon o 2 w nocy.
> Ona jest z zupełnie innego miasta, nie spotykają się, ale chyba przekroczył już
>
> granice rozsądku.

Tak na wszelki wypadek podaję Ci mój nr GG: 7639842... wiesz, jak będziesz się mścić.

kon



Temat: Walentynki
heh no nie chcialam byc wulgarna, ale jakos mi to swieto dziala na nerwy,
zwlaszcza jak widze, jak sie ludzie traktuja na co dzien (olewaja, zdradzaja), a
potem nagle jedna z druga piszczy, ze ten jej kupil lizaka, a ten kartke, a
jeszcze inny wzial do jakiejs posledniej knajpy i dostali deser gratis. jakos to
swieto nie moje, jawi mi sie jako chec handlowcow do napedzenia sprzedazy w
okresie pomiedzy gwiazdka a wielkanoca (zreszta tak jest). a teraz mozna jeszcze
obchodzic walentynki "nie obchodzac ich" i np. pojsc na jakas niby rebelska
kreskowke wladcy much. no wlos mi sie na glowie jeży...
ale w sumie wiadomo, ze kazda okazja, zeby spedzic milo wieczor z ukochana osoba
i pokazac jej swoje uczucie jest dobra, byle nie tylko walentynki, rocznice,
urodziny.
nawet ostatnio sie smialam ze swoim chlopakiem, z ktorym bylam wlasnie na
wspanialym wyjezdzie, ze szkoda, ze nie pojechalismy tydzien pozniej na
walentynki, to by przynajmniej bylo "milo i romantycznie";)




Temat: i czyj jeszcze zapomnial?????
Hmmmm wiwat wiwat. Coz godzina po 19, a mojemu ksieciuniu sie przypomnialo.
Ciekawe jakim cudem? Napisal az jedno zdanie i wyslal kartke internetowa... Nie
ma jak romantyzm... Teraz ma status: "Ladies - its yours day". Ciekawe tylko, ze
sie kapnal po tym, jak zostawilam opis na konnekcie: "dziekuje panowie za urocze
zyczenia, buziaczki dla was", czy jak ktos inny mial status...
Czasami zaluje, ze pamietam o dniu chlopaka, ktory niby jest we wrzesniu, o jego
urodzinach...
:(
Cieszyc sie?



Temat: ważniejsze dni, rocznice, święta
Ważne daty: - okazja do wysłania e-kartki

1 stycznia - Nowy Rok 1 czerwca - Dzień Dziecka
21 stycznia - Dzień Babci 23 czerwca - Dzień Ojca
22 stycznia - Dzień Dziadka 30 września - Dzień Chłopaka
14 lutego - Walentynki 1 listopada - Wszystkich Świętych
8 marca - Dzień Kobiet 11 listopada - Święto Niepodległości
10 marca - Dzień Mężczyzn 30 listopada - Andrzejki
1 kwietnia - Prima aprilis 6 grudnia - Mikołajki
26 maja - Dzień Matki 25–26 grudnia - Boże Narodzenie

Każdy ma dodatkowe święta Urodzin i Imienin, daty poznania, ślubu.




Temat: Kłopoty z facetami
Tak, pogoniłabym. Już po tekście: "Naciągnęłaś mnie, to masz" dostałby pięknego
kopa w tyłek.
Mnie nie zależy na żadnych prezentach, nieważne, co dostanę, ale liczy się
forma, podejście do mojego święta. Na urodziny mogę dostać zwykłą czekoladę,
jeśli tylko ktoś będzie pamiętał o moim święcie i złoży mi życzenia :) Ale jeśli
chłopak rzuciłby mi w dniu moich imienin kartkę na stół - oj, więcej by mnie nie
zobaczył :D

Daj sobie z nim spokój, jest chamem, gburem i egoistą.



Temat: Opiszcie siebie w tej chwili...
Fajny watek )) Ja wlasnie skonczylam lunch, najmniejsza spi, srednia bawi sie
u gory, najstarszy chlopak w szkole (wraca o 3:30). Mam na sobie jeansy, bialy
sweter (na ktory moj maz mowi "the guy gettin' sweater"), jestem na boso bo
jest u nas cieplo dzis. Mam makijaz, ale tylko dlatego bo bylam z dziewczynkami
rano u lekarza (najmlodsza konczy dzis pol roku) na kontroli i na malych
zakupach. Wlosy mam zebrane z tylu. Zaraz musze sie wziasc za pakowanie
prezentow i pisanie kartek. Jutro Chenille (srednia) idzie na urodziny do
kolezanki, w niedziele mamy tailgate party/baby shower, a za to dzis wieczorem
u sasiadki naprzeciw jest Bunko night (to taka gra gdzie spotykaja sie baby z
calej ulicy) takze u niej obiad. Maz i dzieciaki zamawiaja pizze wieczorem.
Domino's ma fajny special (3 pizze za $7.00). Fajny ten 13 piatek.




Temat: xxxWzór na kartkę na 18 dla chłopca
xxxWzór na kartkę na 18 dla chłopca
Witam.
Chciałabym zrobić kartkę na 18 urodziny dla chłopaka. Niestety nie mam
pojęcia co by to mogło być. Poszukuję jakiegoś fajnego wzorku, może ktoś mi
pomoże?



Temat: nie znosze rodziny mojego chlopaka :/
nie znosze rodziny mojego chlopaka :/
tak to moj problem i serio nie wiem co z nim robic :/
staralam sie na wiela sposobow ale juz nie daje rady po prostu nie jestem w
stanie zaakceptowac mamy i siostry mojegop chlopaka ( z ktorym juz mieszkam 2
lata)
uwielbiam jego babcie , chrzesna tate (mimo ze jest czarna owca w rodzinie bo
jest alkoholikiem) a z mama i siosta chyba nigdy nie bede miala dobrego
kontaktu. staralam sie zaprzyjaznic z siostra kamila(moj chlopak) kupowalam
jej prezenty wysylalam kartki na urodziny jak byla u nas 2 tygodnie na
walacjach chodzilam z nia po sklepach i wydawalam na nia kase zamiast na
wlasna siostre tylko zeby sie z nia zakolegowac i nawiazac kontakt . i co ???
odplacila sie tak ze w dniu moich 20tych urodzin ktore przezywalam bardziej
niz cokolwiek innego i chcialam je spedzic fajnie (o czym kazdy wiedzial)
ona siedziala ze swoim braciszkiem w salonie i mu sie zalila do ramienia a ja
sterczalam w kuchni robiac im obiad:/
i stwierdzilam ze juz nie dam rady .
mimo wszystko zlosc mi przeszla i zawsze jak jestesmy na walkacjach w polsce
(bo mieszkam z kamilem w anglii od 2 lat)to zawsze staram sie spedzic czas
razem z mim i jego siostra i jej chlopakiem .
mimo to nic nie pomaga po prostu nie moge sie do niej przekonac .
ona widzi tylko swojego braciszka a mnie nie. wogole sie nie liczy ze mna i
wszedzie sie wpycha.
sa bardzo zzyci ze soba i mam wrazenie ze jak ja jestem przy nich to nikt na
mnie nie zwraca uwagi i tylko im przeszkadzam:/
a mama to bez komentarza ....... lajza co zadnej decyzji bez kamila nie
podejmi a tate zamiast wspierac ze przez 2 miesiace nie pije to mu wodke
polewa i mowi pij :/
wiec na ten temat to juz sie nie wypowiem. jest nie zadbana , nie wychowana,
wrzeszczy tylko i bluzga - zero kobiecosci .
i co mam zrobic dac sobie spokoj czy sie meczyc dalej??????????



Temat: Podgladacze i pytacze.

> powiedzcie mi po co w takim razie
> powstają rózne stronki i gazetki w których pokazane są różne wzory, np na
> kartki
> które nie są na sprzedaż a po prostu pokazują jak zrobić coś ładnego.
Właśnie dokładnie po to powstają - żeby zainspirować, żeby pokazać, jak coś
zrobić, że kartka to nie tylko nadrukowany obrazek.

> a wg mnie across mylisz się, zrobiłam kilka kartek walentynkowych, niektóre z
> tej stronki, niektóre skopiowane po przejrzeniu allegro a niektore z własnej
> inicjatywy, i kilka dni póxniej w slepie zauważyłam kartke która ja
wymyśliłam
> osobiście, oczywiście były tam inne kolory, moja była w tonacji niebieskiej a
> tamta w czerwonej, ale z wyglądu były praktycznie takie same.
A może ktoś miał taki sam pomysł, co?
Teraz powiedz, co by poczuła osoba, która miała na swojej kartce fajną kratkę,
która wymyśliła - a potem widzi na Twojej kartce coś podobnego.

> nie jestes w stanie zrobić niepowtarzalnego wzoru, gdyż zawsze ktoś może
zrobić
> prawie identyczną rzecz, nawet nie wiedząc o twojej.
No widzisz, tak jak z tą kartką walentynkową, która widziałas w sklepie.

> ja nie zajmuje sie sprzedaza hurtowa, nie kopiuje wzoru i nie wytwarzam go w
> tysiącach egzemplarzy, tylko robię jedną podobna kartkę i wg mnie jest to
> dozwolone i nie przeszkadzałoby mi jesli ktoś zrobiłby taką sama kartkę,
nawet
> cieszyłabym się że podobał mu się wzór.
Zgadzam sie z Tobą. Na własny użytek można podkopiować, ale tylko jeśli robisz
na przykład od siebie dla chłopaka czy przyjaciółki na urodziny. Wtedy i tylko
wtedy.

> jeśli przeszkadza ci to że ktoś od ciebie kopiuje wzory to nie wystawiaj
swoich
> prac na sprzedaż.
Ja już w internecie nie wystawię, może pojedyncze egzamplarze pokażę w galerii.

> a co do konkurencji to wg liberałów tak właśnie jest, konkurencja rozwija
rynek
Tak, ale liberałowie pojmowali wolny rynek jako miejsce, gdzie
wygrywa "silniejszy". Ja to rozumiem tak, że jeśli ktoś kopiuje i to sprzedaje,
a ma niezły dochód, to łamie prawo, ale wychodzi na swoje i niech się cieszy,
póki mu się do tyłka nie dobiorą...
Szkoda, że u nas tak bardzo nie przestrzega się przepisów o prawie autorskim.




Temat: O jednej takiej co grzebie w męskim portfelu
O jednej takiej co grzebie w męskim portfelu
Opowiem Wam bajkę...
Dawno, dawno temu, a może nie tak dawno... Trzy dni temu, w związku z
postepującym remontem mieszkania gościłam u siebie kumpla, który za obiad,
kolację i śniadanie oraz me miłe towarzystwo odnowił mi pokój i korytarz.
Jako, że to człek ciężko pracujący o 6 rano cichaczem, by mnie nie obudzić,
wymknął się do pracy. Kiedy otworzyłam już swe ślepia postanowiłam ogarnąć
trochę jego pokój. Jedną z rzeczy, które zostawił na stoliku był portfel.
Strasznie się nim wcześniej chwalił, że taki fajny, funkcjonalny i że
baaardzo, ale to bardzo go lubi. Ja oczywiście chwaliłam się swoim w podobnym
tonie. Kiedy już wzięłam do ręki to ochwalone cudo, w głowie przeskoczyła mi
jakaś klapka i cyk! otworzyłam go. Nigdy, przenigdy nie przebałam w cudzym
portfelu bez zgody właściciela, nie dotykam cudzych rzeczy, telefonów i szaf.
Nie wiem co za zołza włączyła mi się w tym momencie, ale postanowiłam
obejrzec sobie cudowny portfel. W sumie nic ciekawego nie znalazłam: karte do
bankomatu, klucze, dowód, trochę drobnych. Wyjęłam nawet dowód, żeby zobaczyć
datę urodzenia (za ten darmowy remont muszę cos chłopakowi kupić na
urodziny:P). Na koniec zrobiło mi się strasznie głupio i szybko schowałam
portfel do plecaka. Popołudniu kumpel wraca z pracy, palimy sobie na balkonie
papierosy i żartujemy - taki luźny wstęp przed ciężkim szlifowaniem ścian.
Śmieję się z niego, że chyba jestem od niego wyższa, bo w dowodzie ma wpisane
173 cm wzrostu. On na to, że dowód zgubił miesiąc temu na studiach na
imprezie i że nie pamięta co tam miał wpisane. Szybko zmieniłam temat:P
Wieczorem po skończonej pracy przeszukując swoje kieszenie kolega wyciąga
kartkę z komisariatu - zaświadczenie o zgubieniu dowodu. Wiem, że dowód ma w
portfelu, wiem w jakiej kieszonce, ale jak się przyznać?! Przecież wyjdzie na
jaw, że mu w portfelu grzebałam! Z drugiej strony szkoda, żeby chłopak nowy
dowód wyrabiał i płacił. Kręciłam się, gryzłam z sumieniem, w końcu
postanowiłam się przyznać po obietnicy, że nikt na mnie nie będzie krzyczał i
że nie będzie zły:)Wzięłam portfel, otworzyłam i wyjęłam zaginiony dowód:D
Chłopak zdębiał i nie mógł uwierzyć jakim cudem to zrobiłam:D

Uśmialiśmy się z tego, popiliśmy piwem. Jaki z tego morał?:)




Temat: CZY JA JESTEM ZBYT WYMAGAJĄCA?...
Autorko listu jesteś uosobieniem mnie! Tyle, że ja dostawałam zawsze stokrotki,
polne i kwiaciarniane kwiatki, wafelki sama dawałam ! Dostawałam raczej kinder
niespodzianke ! - Mój chłopak kupywał 3 takie jajka dla mnie i 2 koleżanek w
akademiku to było urocze na tle poważniejszych prezentów ! Nie wspomne o
przeróżnych kartkach i mini- kartkach !!!

Ja też lubię spacery, szczególnie pamięta się te pierwsze jak miało się 17
lat... i pomimo tego, że od tego momentu minęło 10 lat te upodobanie nadal mi
pozostało. Podobnie jak zamiłowanie do rozmów przy świetle palącej się
świeczki !!! Tego klimatu się nie zapomina. Potem doszło czerwone wino..A teraz
na rynku jest tyle romantycznych, artystycznie zdobionych świeczek, zapachowych
również. Uwielbiam takie ciepłe letnie wieczory... i takie jesienne.... i
zimowe wieczory ! Koniecznie z opadającymi płatkami śniegu !.... Te
najładniejsze były za czasów studenckich.

Piszę na forum, bo poprawiam tekst napisany do kobiet i tak z ciekawości patrzę
co piszą kobiety - chociaż wiem, że panowie też piszą i to czasem pod nikiem i
osobą kobiety. Pozdrawiam wszystkich ludzi a tych uduchowionych szczególnie.I
tych z poczuciem humoru i skorych do żartu !A Ty masz chyba problem bo nie ma
nic gorszego jak brak ukochanej osoby w chwilach dla nas ważnych np spacer,
wieczorna rozmowa, wieczorki kameralne, podziwianie tęczy, zachodu słońca !
Oczywiście nie codziennie !!! Ale dziwi mnie jedno kochasz go czyli musi to być
wrażliwy człowiek taki jak Ty. No chyba, że praca go stresuje i terminy gonią .
A poza tym jak chcesz codziennie to facet nie wyrabia. Zapomina o urodzinach ?
To mnie dziwi. On chyba jest rzeczywiście przepracowany, albo stanowisko go
przerasta! Wspieraj go i porozmawiaj szczerze!



Temat: dzieciaki marcowe 2003
Przesyłamy zaległe życzenia - Adasiowi, Maksiowi, Dawidkowi i dzisiejszemu
solenizantowi Kosmie - dużo zdrówka, uśmiechów i samych miłych niespodzianek!!!

Dziewczyny napiszcie proszę jak przeżyłyście (i dzieciaczki) ten dzień. My
nasze święto będziemy obchodzić w przyszły weekend i to cały bo mamy
przyjezdnych gości. Oczywiście Lenka nie potrafi dmuchać świeczki i zupełnie
nie wie o co chodzi z tym dmuchaniem. Napiszcie czy coś wymyśliłyście
specjalnego dla dzieci (np. tort, który solenizant mógł spróbować).

Kiedyś zastanawiałam się czy Lenka nauczy się chodzić do swoich urodzin i no i
proszę biega już nie zważając na przeszkody. Teraz córcia ma faze na czytanie
książeczek i ogładanie zdjęć w albumie. Przynosi książeczki i każe sobie
opowiadać co jest na obrazkach, oczywiście ona przewraca kartki i pokazuje
poluszkiem mówiąc "tio tio". Z jedzeniem u niej jest różnie. Ja niestety w
tygodniu nie gotuję sama zupek bo nie mam czasu (pracuję i jestem w domu po
17.00 a potem to wolę się z małą pobawić) i Lenka je ze słoiczka. Generalnie
wcina je chętnie, gorzej jest z kaszką - nie zawsze ma na nią ochotę. Natomiast
jak my jemy obiad to Lenka bardzo chętnie nam towarzyszy i zawsze coś tam jej
musze dać (ziemniaczki, warzywa, mięsko). Do tej pory dawałam jej ciemne
pieczywo ale zaraz skończy roczek to chyba mogę juz robić jej kanapeczki z
białego chlebka? Lenka jeszcze na dzień dobry, dobranoc i powitanie z pracy
przytula się do piersi więc nie wiem ile ona tego mleka w sumie wypija.

Anes - fantastyczna sprawa z tym wyjazdem, na pewno wszystko będzie dobrze.
Zazdroszczę Ci - też bym chętnie gdzieś wyjechała, może być na krótko (chociaż
na tydzień) i niedaleko (nawet 100km). Mam nadzieję, że uda nam się wyjechać na
weekend majowy.

Dołączam się do opinii Kasi - że Michały to przystojne chłopaki - i dodam
jeszcze, że to fajne chłopaki, wiem co piszę bo ma w domu jednego
A synuś Katiki jest śliczny.
Pozdrawiamy wszystkie mamusie i dzieciaczki
Aga i Lenka



Temat: czatowa miłość
chyba jeszcze nie wszystko
jest jeszcze 'milosc e-mailowa'
kilka lat temu w pubie poznałam chłopaka, z ktorym bawilam sie doskonale przez
reszte wieczoru, bylam jeszcze wtedy studentką, wymieniliśmy sie adresami
oczywiscie, przez nastepny rok pisalismy do siebie po kilka mailow, mimo ze
studiowalismy na sasiednich ulicach, nie chcielismy sie spotykac w realu, nawet
o tym nie rozmawialismy, byla to taka niepisana umowa miedzy nami, zeby bron
boze niczego nie popsuc. Nasza korespondencja ograniczała (?) sie jedynie do
adorowania siebie nawzajem, flirtowania, pisania wierszy albo piosenek Cohena,
i innych takich sympatycznych rzeczy. Rzecz jasna to nie byla zadna miłosc,
nie rozmawialismy o zadnych zwiazkach, zeby bron boze niczego nie popsuc.
Oboje balansowalismy na tej delikatnej granicy, ale zadno z nas nie odwazylo
sie jej przekroczyc. Kiedys zupelnie przypadkiem spotkalismy sie na ulicy,
poszlismy na piwo, poźniej na urodziny jakiegos tam kolegi, przetanczylismy
cała noc, a potem ... wrocilismy do naszych maili. To trwało dwa lata!
Mozecie to sobie wyobrazic? To chyba trwało tak długo, bo mieliśmy te same
oczekiwania w stosunku do siebie - czyli - brak oczekiwan. Pamietam, ze
sprawdzalam poczte codziennie z bijącym serduchem i wypiekami na twarzy, ale
predzej chyba przez to, ze cała ta korespondencja to byla sztuka dla sztuki -
'próbowanie' drugiej osoby, wymyslanie malenkich flircików. Ech, bardzo miło
to wspominam. W wakacje pisaliśmy do siebie zwykłe listy albo wysyłaliśmy
kartki. Może to była przyjaźn, nie wiem, ale może nie, bo taki stan rzeczy
istniał między kobietą a mężczyzną, i zależało nam na tym, żeby tą drugą osobę
jakoś zaskoczyć, powiedzieć komplement albo ... wirtualnie przytulic.
A w prawdziwą miłość owszem wierzę, sama nie wiem czemu. Mój piecioletni
zwiazek sie zakonczyl, mimo ze miał byc na cale zycie. :-(. Kochalismy sie jak
wariaci, zawsze i wszędzie. Ech, ale co tam

pozdrawiam,
mruffka



Temat: Sygnały zakochanego faceta
Sygnały zakochanego faceta

Jego zaloty bardzo Cię ekscytują, ale nie wiesz, czy już kocha? Uwodzenie od uczucia łatwo odróżnić. Obserwuj go w rozmaitych sytuacjach, a bez jego zapewnień doskonale będziesz wiedziała, czy naprawdę jest zakochany.

Oto oznaki miłości:

- Konkretnie umawia się na kolejną randkę. Chce wiedzieć, kiedy się zobaczycie. Jest punktualny, bo nic mu nie przeszkodzi w spotkaniu z Tobą.

- Rozstaliście się godzinę temu, a on już chwyta za telefon. Dzwoni do Ciebie kilka razy dziennie, żeby usłyszeć Twój głos.

- Zabiera Cię w swoje ulubione miejsca. Chętnie opowiada o swoich zainteresowaniach. Chce, żebyś wiedziała, co lubi.

- Pragnie Cię bliżej poznać. Wypytuje o Twoje życie, plany, marzenia. I słucha cierpliwie! Gdy cos mówisz, patrzy Ci prosto w oczy i nie przerywa.

- Chętnie daje Ci prezenty. Pamięta o Twoich urodzinach i imieninach. Na Walentynki zaprasza Cię gdzieś lub wysyła kartkę.

-Troszczy się o Ciebie. Pyta, czy nie jesteś głodna, czy nie zmarzłaś. Pozwoli się zaciągnąć do kina nawet na dość łzawy romans, byle tylko sprawić Ci przyjemność.

-Zaczyna snuć plany na przyszłość, w których Ty grasz główna rolę. Mówi, ze latem pojedziecie nad morze albo kupicie sobie psa. Często powtarza "my" "nas" "nasze" ...

-Przechowuje w szufladzie sfatygowany bilet do kina, który widzieliście na pierwszej randce.

-Gdy koledzy nazywają go "pantoflarzem" , z pobłażaniem w głosie mówi: "Co wy wiecie o miłości chłopaki..."

-Zachowuje SMS-y, które mu wysyłasz i czyta je sobie wieczorami.

-Pamięta każde słowo waszej rozmowy sprzed tygodnia.

-Nie waha trzymać Cię za rękę nawet w obecności swoich kumpli-dzikusów!

I co? Kocha?.....




Temat: w oczach łzy, a w serduszku pustka
w oczach łzy, a w serduszku pustka
Z życia wzięte, prosta historia... Rozstałam się dwa miesiące temu ze swoim
chłopakiem i co? Czuję straszną pustkę coraz gorzej znoszę wolne weekendy. W
tygodniu pracuję, więc nie bardzo mam czas myśleć, ale wieczorami jest gorzej.
Gdy się poznaliśmy ostrożnie obiecywał... wspólny dom, rodzinę,
bezpieczeństwo. Wszystko to, czego pragnę. Uznałam, że jest odpowiedzialny
wprawdzie ma już dziecko. Mieszkaliśmy w daleko położonych od siebie
miastach. W trakcie trwania związku było naprawdę różnie i dobrze i źle, ale
nie mogłam nie potrafiłam odejść bałam się tego, co mam teraz...
Cztery miesiące przed rozstaniem zamieszkaliśmy razem. Przyjechał do mnie
gdyż ja dobrze zarabiam. On zaś dość łatwo znalazł pracę w swoim zawodzie.
Zaczęło się, a właściwie skończyło. Wyszła cała prawda o naszym związku hmm…
którego tak naprawdę może wcale nie było? Choć wiem jedno ten związek
zbudowany był duchowo przez niego zaś materialnie przeze mnie. Wkurzałam się
na siebie, zaczęłam się buntować finansowo, to ja zawsze za wszystko
płaciłam, na początku absolutnie mi to nie przeszkadzało ale są pewne
granice. Czułam się wykorzystywana jest mi bardzo przykro gdy pomyślę o
wszystkich obietnicach. Tak naprawdę nie pamiętam kiedy on o mnie zabiegał
jak mężczyzna o kobietę i chyba ja również się przez to oddaliłam nie
widziałam sensu moje plany były coraz dalej. Kłóciliśmy się, nie mieliśmy o
czym rozmawiać. On wracał zmęczony z pracy i od razu siadał do komputera,
mówił że ma dużo pracy… aż wreszcie ja usiadłam i weszłam na czat… on mi
odwzajemnił gdyż znalazłam kartkę od jakieś znajomej i to chyba już koniec…
rozstaliśmy się … raz zadzwoniłam pod pretekstem życzeń urodzinowych, potem
drugi raz nie wytrzymałam…. ale on nadal milczy, a ja wciąż czekam aż się
odezwie i powie „może spróbujemy jeszcze raz” wybaczyłabym… nie potrafię
zapomnieć wspólnych chwil wspaniałych chwil, tak po prostu trzy lata …tyle
razy walczył dlaczego teraz zrezygnował przecież również wiele poświęcił…
czy zadzwonić poprosić o rozmowę o spotkanie czy pozostać tak dumną jak On i
zapomnieć wszystko????




Temat: co powinnam, a czego nie ?
co powinnam, a czego nie ?
Z życia wzięte, prosta historia... Rozstałam się dwa miesiące temu ze swoim
chłopakiem i co? Czuję straszną pustkę coraz gorzej znoszę wolne weekendy. W
tygodniu pracuję, więc nie bardzo mam czas myśleć, ale wieczorami jest gorzej.
Gdy się poznaliśmy ostrożnie obiecywał... wspólny dom, rodzinę,
bezpieczeństwo. Wszystko to, czego pragnę. Uznałam, że jest odpowiedzialny
wprawdzie ma już dziecko. Mieszkaliśmy w daleko położonych od siebie
miastach. W trakcie trwania związku było naprawdę różnie i dobrze i źle, ale
nie mogłam nie potrafiłam odejść bałam się tego, co mam teraz...
Cztery miesiące przed rozstaniem zamieszkaliśmy razem. Przyjechał do mnie
gdyż ja dobrze zarabiam. On zaś dość łatwo znalazł pracę w swoim zawodzie.
Zaczęło się, a właściwie skończyło. Wyszła cała prawda o naszym związku hmm…
którego tak naprawdę może wcale nie było? Choć wiem jedno ten związek
zbudowany był duchowo przez niego zaś materialnie przeze mnie. Wkurzałam się
na siebie, zaczęłam się buntować finansowo, to ja zawsze za wszystko
płaciłam, na początku absolutnie mi to nie przeszkadzało ale są pewne
granice. Czułam się wykorzystywana jest mi bardzo przykro gdy pomyślę o
wszystkich obietnicach. Tak naprawdę nie pamiętam kiedy on o mnie zabiegał
jak mężczyzna o kobietę i chyba ja również się przez to oddaliłam nie
widziałam sensu moje plany były coraz dalej. Kłóciliśmy się, nie mieliśmy o
czym rozmawiać. On wracał zmęczony z pracy i od razu siadał do komputera,
mówił że ma dużo pracy… aż wreszcie ja usiadłam i weszłam na czat… on mi
odwzajemnił gdyż znalazłam kartkę od jakieś znajomej i to chyba już koniec…
rozstaliśmy się … raz zadzwoniłam pod pretekstem życzeń urodzinowych, potem
drugi raz nie wytrzymałam…. ale on nadal milczy, a ja wciąż czekam aż się
odezwie i powie „może spróbujemy jeszcze raz” wybaczyłabym… nie potrafię
zapomnieć wspólnych chwil wspaniałych chwil, tak po prostu trzy lata …tyle
razy walczył dlaczego teraz zrezygnował przecież również wiele poświęcił…
czy zadzwonić poprosić o rozmowę o spotkanie czy pozostać tak dumną jak On i
zapomnieć wszystko????




Temat: Przerwy w noszeniu soczewki
Mój mlody to ma czasem czerwone oczko i bez dodatku katarku itp.ale
jak sie przespi to wszystko wraca do normy.
Ja bede 16 u Prosta to jak nie zapomne ze mam kartke z pytaniami-to
zapytam.Tylko własnie dziwi mnie wyciąganie soczewki w czasie
choroby bo jakby nie było to zatrzymuje rehabilitacje...no bo kto
puści dzieciaka z zalepionym okiem a bez soczewy?przecież by sie
chyba zabiło,choc wydaje mi sie ze w zwiazku z baaardzo złym
widzeniem plaster na oku za długo by nie był:)no ale np.jak dziecko
choruje ze 2 tyg.?to ma aż tyle luzu?pomijam już fakt ze problemy z
powtórnym rozpoczęciem zalepiania sa pewnie ogromne a co dzień to
gorzej...
Kasiu-mój brat był w wojsku jak ja byłam w ciąży z Kamilem,teraz
startował na zawodowego do skoczków,nie udało sie,ma jakaś mała wade
wzroku i to go dyskwalifikuje,moze iść z ta wada do "zająców"czy
jakoś tak ale nie chce.Pojechał sobie wkurzony wczoraj zrobić
prywatnie badanie oczu,Pani kazała mu załozyc jakieś specjalne
okulary (troszke jak do kina trójwymiarowego-w którym to jeszcze w
życiu nie był)miał tam na obrazie widziec koła,kwadraty,trojkąty a
nie widzial zupełnie nic!Wyszedł z diagnoza-na leczenie za późno bo
do 8 r.życia sie coś tam leczy(nie zapamietał bo był w szoku),marne
szanse na korekcje wady laserem bo za mała wada,widzenie obuoczne
tak,widzenie przestrzenne-brak(!!!)ja sie go pytam-to jak ty
wiedzisz a on do mnie-"no przecież normalnie!!!"Żal mi chłopaka bo
chciał spełnic swoje marzenie,a na 24 urodziny dowiedział sie dalej
może sobie tylko pomarzyc.No a skoro normalnie funkcjonuje bez
widzenia przestrzennego,wiemy od lekarzy ze jest mnóstwo ludzi bez
widzenia obuocznego to jest jakś szansa ze nie bedzie z tymi brakami
aż tak źle?Nie poddawaj sie,warto walczyć i miec pewnosc ze starałaś
sie dziecku pomóć bo jak wszystkie odpuscimy to statystyki
powodzenia w rehabilitacji Prostowie bedą musieli zmienić:):)i co
wtedy?:)Pozdrawiam Cie serdecznie.



Temat: Brak prezentów
Brak prezentów
Czesc!Mam taki oto mały problem,choc wiem że nie powinnam tego
problemem nazywac bo są gorsze w życiu kłopoty,a ten może się
wydawac błahostką.Ale jednak.
Jestem z moim chłopakiem już ponad dwa lata,świetnie sie
rozumiemy,mogę na niego liczyc i z nim o wszystkim porozmawiac,ale
jest pare takich spraw które po prostu wolę przemilczec i nie
poruszac...Na początku było wielkie zauroczenie,które szybko
przerodziło się w coś poważnego.Były pierwsze miłe
gesty,słowa,momenty,pierwsze upominki(może to taki rodzaj
przekupstwa był?:D)(róże,maskotki,kartki
na walentynki,kwiaty,miłosne wierszyki w smsach,perfumy itd.)Z
okazji i bez okazji nawet:)
a teraz??NIC.Urodziny,to taki dzień do którego przywiązuje bardzo
uwagę,nie tylko do moich,ale do jego przede wszystkim,na jego
szykowałam się juz dwa miesiące wcześniej z prezentem,wszystko
dokładnie zaplanowałam,własnoręcznie zrobiony tort,ładnie zapakowany
prezent,ba,nawet trzy:)nową sukienke na tą okazję specjalnie
kupioną,tak,żeby się poczuł wyjątkowo.Podziękował,pocałował,prezent
schował za łóżko,i tyle:/Poczułam się tak beznadziejnie...Tyle się
starałam..Podsumował to że on do takich rzeczy jak urodziny imieniny
wagi nie przywiązuje,nawet do mikołajek,gwiazdki,prezentów pod
choinką.Nic.A moje urodziny w tym roku były,co tu dużo ukrywac
przykre.Myslałamże jakos je zorganizuje,wezmie mnie nawet na głupi
spacer,gdziekolwiek,już nie mówie o jakims wypadzie czy
cokolwiek.Czekałam na coś wyjątkowego,przecież jest tyle opcji.A tu
nic nic nic.Zwykły dzień jak wszystkie.Prezent(bardziej praktyczny
jak romantyczny,ale doceniam nawet to)dostałam dużo wcześniej bo
powiedział że nie mógł wytrzymac i musiał mi dac wczesniej:/a ja bym
chciała w ten dzień,żebym wiedziałą że to moje urodziny,żebym się
miło poczuła i w ogóle...ajjj.Może ja po prostu za dużo wymyslam??
Może jestem złą dziewczyną bo zamiast doceniac chociaż takie
starania to narzekam??
Niedawno mielismy rocznicę,to też bardzo ważny dzień,bo juz dwa lata
razem:)Nie dostałam nic,ani głupiego kwiatka:(Ani życzeń
zupełnie.Nie mówie o drogich prezentach,ani o niczym niezwykłym,po
prostu o jakiejś drobnostce,o głupiej kartce,o kwiatku...Dzień
spędzony jak każdy inny...Jak zawsze w domu,przy komputerze albo
telewizorze...Jesteśmy tacy młodzi,całe życie przed nami,a gnijemy w
tym domu jak jakieś staruchy:(Nigdzie nie wychodzimy,bo nie lubi,,do
ludzi".Tak bardzo lubie tańczyc,czasem sama przed lustrem się
wygłupiam i myślę sobie jakby to było na dyskotece,tak sobie
potańczyc,kiedyś nie opuszczałam ani jednej,a teraz...Od ponad dwóch
lat nie byłam na rzadnej,bo on nie lubi i nie umie tańczyc,ale jak
chce go nauczyc to mnie zbywa i przekonuje,że jak chce isc to on mi
pozwala,ale ze mną nigdy nie pójdzie na rzadne tańce.(jak ja mam isc
sama??to niedorzeczne!i tak bym miałą póżniej wyrzuty sumienia)Co do
prezentów.Nie zrozumcie mnie zle-nie chce ich by czuc się kochana,bo
tak jest,ale po to by czuc się doceniana,by poczuc się miło,bym
wiedziała,że liczy się z moimi marzeniami,że jestem ważna dla niego
i że pamięta o tym,że sprawia to dla mnie radosc,że mimo tego,że on
takich rzeczy nie lubi chce sprawic,bym się czuła szczesliwa.Kocham
go i bez tego,ale jest mi przykro,że o mnie zapomina...:)A teraz
zbliżają się Mikołajki.Kazdy komus cos daje,a ja jak zawsze chyba
różgę na du..dostanę.Może sobie zasłużyłam..?Dzieki za przeczytanie
tego monologu:)Pozdrawiam.



Temat: Poradzcie, chyba poplenie samobojstwo
Poradzcie, chyba poplenie samobojstwo
dziewczyny poradzcie, jestem bliska samobojstwa, w sumie to moja wina ja do
tego doprowadzilam, i chyba jest to kara losu na mnie; przez odrzucenie
pewnego chlopaka;
zaczelo sie to moze z 10 lat temu, bylismy nastolatkami, wpadlam w oko
pewnemu chlopakowi, chyba zakochal sie we mnie, przesiadywal nocami pod moim
domem, pisal mi kartki z zyczeniami na moje urodziny i imieniny,niepodpisane
ale znalam jego charakter pisma i wiedzialamze to on a ja go po prostu
olalam, byl nijaki, niski, drobny, ciagle siedzial w ksiazkach, uczyl sie
jezykow, nie chodzil na imprezy, razczej wstyd sie byloby z nim pokazac, raz
na walentynki wyslalam mu kartke niepodpisana ale pelna szyderstw i drwin,
chyba domyslil sie od kogo bo od tego dnia przestal sie we mnie wpatrywac;
pozniej zniknal z naszego miasteczka, zaczelam dostawac kartki od niego z
jakichs dalekich tropikalnych krajow, z Australii, Nowej Zelandii,chin, USA ,
Brazylii, Indii denerwowalo mnie to, wmiedzy czasie wyszlam za maz i tobyla
pomylka, moj maz okazalsie zwyklym podrywaczem, zdradzil mnie juz w 3
miesiace po slubie, pozniej juz to bylo u niego normalne, notoryczne zdrady,
nie wytrzymalam jak dorobil sie dziecka na boku, uznal to za "klopotliwy
wypadek przy pracy" i znalazl sobie nastepna naiwna, rozwiodlam sie,
zalamana, i znow dostawalam te kartki od tamtego, sama egzotyka,zaczelam do
niego tesknic, chcialam przeprosic,szara polska rzecywistosc, bezrobocie, a
tu ktos jest gdzies daleko i jest mu tam dobrze, az do czasu jak
przezylam "kilka trzesien ziemi" w ubieglym roku, byl slub jednej z moich
dobrych kolezanek, poszlam sama, i na slubie zobaczylam Jego, ustalilam ze to
naprawde On, kolezanka potwierdzila ze jest jakims tam odleglym jej kuzynem,
na sali weselnej usiadlam na przeciwko niego, poznal mnie, przywital sie, i
kolejne trzesienie ziemi, 2 miejsca obok niego byly zajete, powiedzial ze
zona z corka poszly do ubikacji, jak wrocily kolejne trzesienie ziemi zona
okazala sie chinka, a corka- na twarzy rysy obojga,nie dal sie zaprosic do
tanca,on ktory jesli poszedl na dyskoteke to podpieral sciany, a tanczyl
rewelcyjnie z ta swoja chinka, widac bylo po nim i czuc zapach pieniedzy, ona
ubrana elegancko, obwieszona bizuteria, on jakis taki przystojny,inne panie
bardzo chcialy zatanczyc z nim - odmawial, "mam zone" mowil, zona tez z nikim
innym nie chciala tylko z nim, cios dla mnie, w chwili jak zona z corka znow
poszly doubikacji probowalam go poderwac, ja ktora nie mialam problemu z
okreceniem facetow wokol placa, uslyszalam zeteraz on niebedzie dojadal
resztek po kims innym, znalazl sobie porzadna dzewczyne w Chinach,
wyemigrowal do australii, zalozyl tam jakies handle miedzynardowe po calym
swiecie, i ze swojej chinki za nic nie porzuci, urodzila mu dwojke dzieci,
widzial jak sie meczyla przy porodach i za to on jej nie zostawi, jest
wierny, przysiegi malzenskiej musi dotrzymac, woli biedna chinke niz bogatsza
polke, takie cos uslyszalam, jak wrocilam do domu to sie po prostu w poduszke
rozplakam, a juz mialam nadzieje ze bede miec jego, i to nie koniec,
wyjechalam do Angli, znalazlam tutaj calkem dobra prace w biurowcu i kolejne
trzesienia ziemi, w tym samym biurowcu ma siedzibe jakas angielsko-
australijska firma, ktoregos dnia On sie tam pojawil, widuje go od czasu do
czasu, jakies biznesy tam zalatwia, Angielki z tego biura maja na niego oko i
mowia ze jest bogaty i ze trudny do odbicia od tej chinki, czasem pojawia
sie tam z zona,wita sie ze mna, i nic wiecej; pojechalam do Britih Museum
pozwiedzac, i znow ich tam zobaczylam, byl tam Chinka i corka i malym
synkiem, w objeciach z zona, przykladnie kochajaca sie rodzinka;
niewiem co robic, czuje ze go kocham, chcialabym zeby wrocil, chce go
przeprosic za tamta walentynke i ze dalam mu kosza, marze tylko o nim, a on
jest taki wierny tej chince, nie wiem jak go zdobyc, doprowadza mnie to do
szalenstwa, mysle zeby ze soba skonczyc, probowalam szsczesca u paru facetow
ale kazdemu zalezalo tylko na pujsciu do lozka ze mna, boje sie ze jak z tad
wyjade to znow go gdzies na swiecie spotkam, on prowadzi interesy na calym
swiecie, naprawde nie wiem co robic, poradzcie



Temat: Wspomnienia z podstawówki
Haika napisała:

>Super wątek!!! Mam takie wspomnienia, w mojej podstawówce nazwyało się to "ZPT -
>zajęcia praktyczno - techniczne" i dziewczynki miały je osobno od chłopców.

U nas było podobnie, z tym, że chyba dopiero od 4 klasy. A jeden chłopak
bardziej się interesował pracami "typowo kobiecymi" i przychodził do nas na
lekcje i robił sweter na drutach. Długo to nie trwało, bo chyba inni chłopcy się
z niego nabijali. Więc zaczął chodzić na "męskie" zajęcia. Ciekawe, jak to jest
obecnie w szkołach. Czy zajęcia z ZPT są osobno dla dziewcząt i dla chłopców. Bo
tyle się ostatnio mówi o równouprawnieniu, że mam pewne wątpliwości. A w ogóle
zajęcia ZPT są w szkołach?

>Zajęcia nt. szydełkowania i haftu mnie nudziły i starsznie denerwowały, bo na
>etapie podstawówki byłam zafascynowana zawodem mechanika samochodowego :)))

A ja miałam być kierowcą autobusu. O mechaniku samochodowym chyba też myślałam :)))

>Zajęcia z robieniem sałatek, budyniów, kisieli itp. kulinarnych rzeczy bardzo
>lubiłam, ponieważ już gotowałam w domu, więc była niezła frajda. Pamiętam jak
>się nosiło produkty na te sałatki itp. - w pudełku lub woreczku - jajeczko,
>sałata, pomiodorek i tak się trzymało 6 lekcji w torbie , bo ZPT -y były
>ostatnie :))) Pamiętam, że kiedy trzeba było zrobić ubranka dla lalek na
>szydełku czy haftowane (mereżka brrrr)- mama mi takie rzezcy robiła, a fe, ale
>dostawałam 5!

Noszenie produktów też pamiętam. Ale zajęć kulinarnych nie cierpiałam. I tak mi
zostało do dziś :))))

>Wszystko do czasu, ok. 7 klasy podstawówki zaczęłam popadać w skrajną
>indywidualność i ubierałam się baaaaaardzo dziwnie, samodzielnie cięłam i
>szarpałam sobie dżinsy aby je później wysprajować na kolorowo, to samo z
>koszulkami i trampkami.

Hi, hi, hi.... A ja w owym czasie (to jest od ok. 7 klasy podstawówki do 1
liceum) szpanowałam na chłopaczarę w hipisowskim stylu. Nigdy nie zakładałam
spódnic czy sukienek, za to chodziłam w spodniach obowiązkowo w męskim stylu,
męskich swetrach czy koszulach w kratę. Do tego nosiłam postrzępione włosy do
ramion, własnoręcznie podcinane. Nosiłam ręce w kieszeniach i chodząc
charakterystycznie się bujałam, zarzucając grzywką. Hi, hi, hi, nikt, kto mnie
zna obecnie w to nie wierzy. Ale muszę też powiedzieć, że nigdy nie paliłam
papierosów, nie klęłam i nie nazywałam rodziców "starymi" :). Więc tak do końca
chłopaczarą nie byłam.

>Wraz z koleżanką zaczęłyśmy robić na szydełku różne
>dziwaczne, kolorowe rzeczy. To chyba z przekory, bo kiedy musiałam coś zrobić
>na szydełku to byłam chora, a kiedy chciałam - bardzo lubiłam. W tamtych
>czasach bardzo modne były takie torebeczki, które nosiło się na szyi, chyba ze
>skaju, czy z łatek, nosiło się w nich legitymację szkolną, klucze, pieniążki,
>pewnie pamiętacie coś takiego... My robiłyśmy takie torebeczki na szyję ale na
>szydełku, jako zapięcie służył ogromny guzik. Były takaaaakie śmieszne, jak to
>wspomnę to aż się wzruszam, obdarowałyśmy nimi koleżanki i kolegów z klasy, a
>ludziskom z innych klas... sprzedawałyśmy :))) Biznes się krecił dopóki nie
>wpadłyśmy na inny pomysł - robienia kartek okolicznościowych, a że wówczas
>wszelkie ozdoby i inne takie drobizagi upiększające kartkę, nie mówiąc już o
>kolorowym kartonie itp. były trudno dostępne - uwaga - uwaga! - zbierałysmy
>opakowania po słodyczach i pieczołowicie wycinałyśmy jakies kwiatki z papierka
>po czekoladzie :) Oczywiście okolice świąt i urodzin obfitowały w nowe
>zdobycze :)

Pomysł z torebeczkami robionymi na szydełku uważam za cały czas aktualny. A może
by tak spróbować jeszcze raz w wersji "torebka do paska" ? Co do kartek
okolicznościowych, to podziwiam pomysłowość.

>A później juz zaczęło się artystyczne liceum i tu już nie było przypadku, i
>chciało mi się, i robiłam różne dziwne, bardziej i mniej przydatne rzeczy, z
>projektowaniem ciuszków i szyciem na czele...

O rety, jesteś po prawdziwym artystycznym liceum ?! Ależ ci zazdroszczę! Ja
chciałam iść do liceum plastycznego, ale rodzice stwierdzili, że w przyszłości
nie zarobię na życie będąc plastykiem. Pewnie mieli rację. Ale we mnie jakiś
taki żal pozostał ...

>Reasumując, niewiele pamiętam czego mnie szczególnego nauczono na zajęciach
>praktycznych, ale pamiętam, że było śmieszno czasem :)

A ja pamiętam sporo i może jeszcze coś napiszę. No i z wielką ciekawością czekam
na posty innych Mam.

I.




Temat: co ja mam robić? :(
Co do tej nieszczęsnej Anety K - bardzo nie lubię w tej sprawie zajmować głosu.
Pewnie masz rację, ale ja widziałam zbyt dużo kobiet niezaradnych, idących na
łatwiznę. Zresztą, tu nie chodzi o Anetę K, tylko o to, że System stworzył
możliwość Stasiowi Ł. molestować kobiety za pieniądze podatników.
I żeby było jasne: gdyby on sobie uprawiał swoje romanase w swojej prywatnej
firmie, za swoje własne pieniądze - proszę uprzejmie - to sprawa jego i
molestowanych pań - zawsze mogą zgłosić sprawę w odpowiedniej placówce.
Ale złości mnie to, że te durne typy są właściwie całkowicie bezkarne z moich
podatków.

Co do Twojej teściowej, dom opieki, to pierwsze, co mi się napisało, ale
wymazałam z obawy, że mnie tu zlinczują: jest parę wyznawczyń teorii o Matce
Teresie - najczęściej, jak ten problem dotyczy innych.
Ludzie uwielbiają, jak ktoś inny zarzyna sobie życie w imię niejasnych
obowiązków, nie mających nic wspólnego z moralnością.
Jestem tego samego zdania i sama jestem gotowa do KAŻDEGO poświęcenia w imię
miłości. W moim przypadku to będzie tylko mój mąż.
Matką nie opiekowałam się, dałam bratu pieniądze na pielęgniarkę i parę razy ją
odwiedziłam, ale nie było to miłe przeżycie.
Matka nawet na łożu śmierci szntażowała mnie emocjonalnie, usiłując zmusić mnie
do obietnicy, że ZAWSZE do końca mojego życia będę się opiekować bratem.
Nie zgodziłam się - a dlaczego?
Matka zawsze mnie wykorzystywała, zwłaszcza finansowo, ja nawet nie liczę tych
pieniędzy, które dałam bratu - bo - były mu potrzebne (na auta, panienki,
dancingi).
Mało znam kobiet, które miały tak piękną biżuterię jak moja matka, a mój
braciszek po jej śmierci nie dał mi nawet kolczyków na pamiątkę.
Szkoda słów, bo się jeszcze wkurzę.
Teraz wogóle sytuacja zrobiła sie durna, bo po śmierci brata (matka ustanowiła
go jedynym spadkobiercą) dziedziczą jego dzieci: jedno z nierozwiązanego
związku małżeńskiego, jedno pozamałżeńskie, a jedno nowonarodzone przez jego
ostatnią, osiemnastoletnią panienkę.
I jest cyrk.
Do mieszkania po bracie wprowadziła się z 14-letnią córką bratowa (nie zdążyli
się rozwieść, bo brat złośliwie nie chciał jej dać rozwodu! choć sam złożył
pozew - więc właściwie sąd nie bardzo wie, co z tym fantem zrobić).
Pozamałżeński syn (brat zawsze zaprzeczał, że jest jego ojcem, chłopak nie nosi
nawet jego nazwiska) dochodzi swoich praw - ma 23 lata. No i pojawiła się
panienka z dzieckiem - ale czyim? - i też z roszczeniami do spadku.
Jestem jedyną najbliższą żyjącą krewną i mogłabym podpisać decyzję o ekshumacji
w celu pobrania materiału genetycznego, ale odmówiłam kategorycznie. Nie oddam
też własnego materiału genetycznego do badań, co mogłoby pomóc panience.
Niech się sami kotłują, mnie nic do tego.

Mówiąc szczerze, bratową pamiętam z liceum, a jej dziecka nigdy na oczy nie
widziałm. Tamtego chłopaka też nie, a jego matkę też pamiętam z liceum. Nowej
panienki nie chcę oglądać, wystarczył mi raz jej widok jak do mnie przyszła z
żądaniem zgody na ekshumację: miała na ręku bransoletkę mojej babki.

Pokrecone losy, pokręcone życie (nie moje).
Ja nareszcie czuję się absolutnie wolna.

Wyobraź sobie, że pasierbica nie wysłała mi życzeń, ani urodzinowych, ani
imieninowych, ani świątecznych. Mój mąż natomiast dostał od niej kartkę z
życzeniami zaadresowaną wyłącznie do niego. Było mu tak strasznie głupio...
Tym bardziej, że przed świętami wysłał córce kurierem kosmetyki za ponad 3 tys.
(mam umowę barterową i nie wiem, co z tymi kosmetykami robić, więc mu dałam dla
córki). Nawet nie podziękowała. A może podziękowała?
Mąż w końcu zadzwonił do niej na komórkę, żeby zapytać, czy kurier dostarczył
paczkę i usłyszał: a tak, przywieźli rano, dziękuję, to już nie muszę ci pisać
maila.

Tak mnie ucieszyło, że pasierbica się w ogóle nie zmieniła, że kupiłam dla niej
zarypiaście drogie perfumy - mąż bedzie w styczniu w Warszawie, to się spotkają
i jej wręczy - w swoim imieniu. Co prawda, chłopisko mi się odgraża, że do
rynsztoka wyrzuci, jak córka nie docenia - ale mu pewnie przejdzie. A w ogóle
to nikt nie wyrzuca takiej kasy do wychodka.

Ale się rozpisałam.
Jak dobrniesz do końca, to masz ode mnie całuchy.
Ja jestem



Temat: Zachęcam do lektury!!!(sportowej)
Odcinek 1:
KAŻDY ma w życiu dzień, który wszystko zmienia. Ja też taki miałem, nawet
pamiętam datę - 20 marca 1991 roku. Przyjechał chłoptaś na europejskie salony,
w koszulce z zaklejoną reklamą i zapakował dwie bramki. I to komu! Sampdoria
to była wtedy jeśli nie najlepsza, to jedna z najlepszych drużyn świata -
zdobywca PZP, przyszły mistrz Włoch. Nikt nam, legionistom, nie dawał szans na
awans do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Gdy działacze usłyszeli, że
chcemy negocjować premie za awans, kpili z nas pod nosem.

- Ile chcecie? - zapytali. Gdybyśmy krzyknęli, że po milionie dolarów byłoby w
porządku, to by podpisali! Rzuciliśmy sumę równie abstrakcyjną.

- Jeśli awansujemy, chcemy po dziesięć tysięcy dolarów na głowę - powiedział
Krzysiek Budka, kapitan zespołu.

- OK - padła odpowiedź. No kochani, tu was mamy! Już wtedy czułem, że ta kasa
będzie moja.

W pierwszym meczu miałem nie grać, ale Andrzej Łatka doznał kontuzji. Wszedłem
za niego, w rewanżu też wystąpiłem, już od pierwszej minuty. Nikt w zespole
nie miał pretensji, że gram, bo byłem... lubiany. No, taki chłopak od
wszystkiego, co potrafi wszystko zorganizować, a i na piwo pójdzie po
treningu. Lubiliśmy się wtedy spotykać, w dużej grupie. To była atmosfera!
Patronat nade mną objął Darek Czykier.

Gdy przyszło już wyjść na boisko w Genui, nie miałem żadnej tremy. Nigdy przed
meczami się nikogo nie bałem. Tu może tylko była we mnie pewna rezerwa, bo
rywali wcześniej oglądało się w kolorowych pismach. No i ten stadion, to było
to - świetne miejsce, aby przedstawić się ludziom. - Dzień dobry, nazywam
się... - powiedziałem w 19 minucie meczu, gdy minąłem trzech makaroniarzy i
nie dałem szans Pagliuce na interwencję. - ...Wojciech Kowalczyk - dodałem
zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy, gdy "ukłułem" ponownie. Poszło
dośrodkowanie z prawej strony, od Leszka Pisza. Nie wiem, czy ta piłka była
adresowana do mnie. W każdym razie... przyjąłem ją ręką. To znaczy bardziej
ona mnie trafiła, bo nie wykonałem żadnego ruchu. Sędzia nie zareagował, a ja
miałem przed sobą tylko bramkę i bramkarza. Nie miałem wątpliwości, że będzie
gol. Głupio by to wyglądało, gdybym zaczął cieszyć się przed strzałem, ale w
zasadzie mogłem - mając tyle miejsca, wiedziałem, że trafię. Tak! Wojciech
Kowalczyk tego dnia przestał być anonimowym młokosem z wąsem. - Rany Boskie,
przecież to wszyscy oglądają! Tata, mama, koledzy z osiedla! - pomyślałem po
minucie. 20 marca to moje piłkarskie urodziny. O kasie się w takich momentach
nie myśli, choć miałem 10 tysięcy dolców - pieniądze wtedy niewyobrażalne dla
ludzi w moim wieku - w kieszeni.

Wiadomo, jaka była końcówka tego meczu. Czerwona kartka dla Maćka Szczęsnego -
nikt nie miał do niego pretensji, bo i tak wybronił nam mecz - i Marek Jóźwiak
między słupkami. "Beret" był z siebie strasznie dumny, nawet złapał jedną
piłkę. - Jestem jedynym bramkarzem, który nie dał się pokonać w europejskich
pucharach! - chwalił się. A ja... zostałem sam, no, jeszcze z bólem. Nawet nie
poszedłem na kolację, bo z powodu kontuzji musiałem leżeć w pokoju. Miałem
kompletnie rozwaloną nogę. Tylko w pewnym momencie ktoś zapukał:

- Kto tam?

- Ty, młody, otwieraj, bo sobie tę kasę weźmiemy!

Okazało się, że przyniesiono mi pięćset dolarów dodatkowej premii od Andrzeja
Grajewskiego. Jedyny raz w życiu dostałem kasę od razu po meczu. Miałem
dziesięć tysięcy pięćset dolarów. Nieźle, jak na chłopaka, który dopiero
przedstawił się publiczności. - Zobaczycie, to dopiero początek! -
powiedziałem sam do siebie.




Temat: Skończona przyjaźń damsko-damska
Skończona przyjaźń damsko-damska
Drodzy internauci, może doradzicie mi jak uzdrowić siebie, swoją duszę, po
nieudanej przyjaźni? Przyjaźni damsko-damskiej. Mam niespełna 22 lata.
Pierwsze ślady mojej przyjaźni z Alą, to chyba rok 1990. Poznałyśmy się przez
naszych ojców, którzy razem pracowali. Spotykałyśmy się na wigilii w pracy,
potem był wspólny kurs niemieckiego, jakieś imieniny kogoś tam. Traktowałam
tą przyjaźń, jako przeznaczenie, ponieważ był między nami tylko jeden dzień
różnicy, a w dodatku ona miała nawet nosić takie samo imię, jak ja. Lata
płynęły, a przyjaźń trwała. Pisałyśmy listy, spotykałyśmy się. Dzwoniłyśmy.
Raz ja do niej, za moment ona oddzwaniała. I tak godzinami rozmawiałyśmy o
tym, co było dla nas ważne. Góry. Jeździłyśmy razem. Nasz Karpacz. Tam
odżywałyśmy. Wymyślałyśmy przeróżne historie, prowadziłyśmy długie, nocne
rozmowy. Chyba byłyśmy dla siebie, jak siostry. Było świetnie. Wybrałyśmy
inne licea. Nie starałyśmy się namawiać siebie nawzajem do nauki w tej samej
szkole średniej. Nie było między nami zazdrości, rywalizacji. Była prosta,
szczera i jak wtedy myślałam- prawdziwa przyjaźń, która miała przetrwać
wszystko. Czymkolwiek WSZYSTKO jest w dzisiejszych czasach. Nie potrafię
określić momentu, w którym zauważyłam, że coś się psuje. Analizując
przeszłość, początek rozłamu chyba odnajduję w jej oblanej maturze, a mojej
wprost przeciwnie- jednej z najlepiej zdanych w szkole. Co było potem? Ona
spędzała wakacje, podczas których było coraz mniej czasu dla mnie, dla
przyszłej studentki. Przez pierwszy rok moich studiów jeszcze nasza przyjaźń
istniała. Czasami się spotykałyśmy. Wspierałam ja, gdy zbliżał się maj i jej
matura. Pożyczałam notatki i siedziałam pod salą w kuratorium, gdzie przyszło
jej się ponownie zmierzyć z egzaminem dojrzałości. Tak bardzo się
cieszyłyśmy, gdy zdała. Myślałam, że pójdzie na studia, ale zrezygnowała. W
czerwcu zmagałam się ze swoją pierwszą letnią sesją. Nie było jej przy mnie.
Nawet nie wiedziała, jak bolał jej brak zainteresowania i wsparcia. Potem
były kolejne wakacje i coraz rzadszy kontakt. I wrzesień. Pamiętam spotkanie.
Oglądałam jakieś jej zdjęcia. I czułam jak bardzo się oddaliłyśmy. Słuchałam
z jaką pasją opowiada o chłopaku, który wkradł się do jej życia. Pamiętam, że
wtedy, we wrześniu dałam jej zaległy prezent i życzenia imieninowe
(czerwcowe). W zamian nie dostałam nawet kartki. Wtedy, czułam, że to nie
jest już ta sama Ala, że wiele między nami różnic się pojawiło. Były potem
jakieś sporadyczne maile, ale umarły śmiercią naturalną. Telefon zamilkł, w
sercu zrobiła się dziura. I tak skończyła się przyjaźń, z dziewczyną, która
miała być matką chrzestną mojego dziecka. I płynęły miesiące. Gdzieś, kiedyś
ją widziałam z daleka. Jak takie jakieś szare wspomnienie przemknęła. Bolesne
wspomnienie. Rok temu, w maju podjęłam jedyną próbę ratowania (?) tej
przyjaźni, wysyłając jej na urodziny życzenia. Dzień wcześniej ja wkraczałam
w dwudziesty pierwszy rok mojego życia. Tak bardzo pragnęłam, by się
odezwała. Nie doczekałam się nigdy telefonu. Skończyłam drugi rok studiów i
znalazłam się na zakręcie. Nie dogadywałam się z rodziną. Postanowiłam
wyjechać i zapomnieć o wielu rzeczach. Musiałam odpocząć i uporządkować swoje
życie. Wyjechałam, także dlatego, by zapomnieć o niej, ale też dlatego, by
uporać się z pewnym uczuciem albo raczej z jego pozostałością. Moja
miesięczna nieobecność pomogła mi się odnaleźć, trochę zrozumieć siebie ale
nie zapomniałam o największej porażce mojego życia. Owej nieudanej przyjaźni.
A podobno prawdziwa przyjaźń zaczyna się wtedy, gdy porażkę przyjaciela
odczuwa się, jak własną. A jej porażki zawsze były moimi. Jej oblana matura
sprawiła, że nie umiałam radować się swoją. Więc gdzie popełniłam błąd?
Najgorsze jest to, że nie potrafię zapomnieć. I wyzbyć się z siebie tej
cholernej nadziei, która raz po raz pojawia się nagle i karze mi wierzyć, że
wszystko da się nadrobić...




Temat: KLAN 2009/2010 streszczenia
1764-1768
Klan - odc. 1764
Feliks tłumaczy się Monice z piątkowej imprezy biznesowej w
restauracji. Wspomina nawet o tym, że musiał zatańczyć z
kontrahentką. Tymczasem Gabriela i Roman zastanawiają się czy mówić
Monice o spotkaniu z Feliksem. Obawiają się reakcji wybuchowej
wspólniczki. Mariola stara się jak najszybciej wyprawić narzeczonego
do pracy, spodziewa się bowiem Kajetana. Niespodziewanie odwiedza ją
Surmaczowa. Krystyna zagląda do Agnieszki i dowiaduje się, że
Smosarski nie dał znaku życia od piątku. Agnieszka żali się, że
dzwoniła do niego o różnych porach przez cały weekend. Surmaczowa
roztacza przed Błażejem wizje wspaniałego przyjęcia urodzinowego.
Błażej błaga, żeby nie robić żadnej pompy. Chciałby, żeby jego
osiemnastka była skromną, kameralną imprezą dla kilku osób. Norbert
zwierza się Oli ze swoich problemów. Już powiedział ojcu o ciąży
Agaty i nadal jest zdecydowany, żeby się wyprowadzić i zacząć żyć na
własny rachunek. Oli imponuje odpowiedzialność i determinacja
Norberta. Agnieszka otwiera drzwi zdenerwowanej Marysi. Dziewczyna
nerwowo opowiada, że matka zostawiła ją na cały weekend z chorym
przyjacielem i do tej pory nie wróciła. Nie można dodzwonić się ani
do niej, ani do ojca. Agnieszka dzwoni po radę do Pawła.

Klan - odc. 1765
Z samego rana Agnieszkę odwiedza zdenerwowana żona Smosarskiego z
pretensjami. Aga ma dosyć już całej rodziny Smosarskich. Jacek
podpytuje Beatę o plany na jutrzejsze święto. Proponuje rodzinną
wycieczkę ale Beata woli zostać w domu. Za chwilę dzwoni Rafalski i
dostaje zgodę na zabranie jutro Jaśka. Jacek jest niepocieszony
decyzją Beaty. Surmaczowa opowiada Krystynie o swoich podejrzeniach
na temat afektu Marioli do młodocianego nauczyciela śpiewu. Stenia
podpytuje Stacha, czy zastanowił się nad propozycją Oli pracy jako
wolontariusz w świetlicy środowiskowej. Leokadia odwiedza Feliksa w
gabinecie i bez ogródek wyznaje miłość. Agnieszka opowiada Oli o
ostatnich przejściach z rodziną Smosarskich. Nie odbiera telefonu od
Czarka ale w domu znajduje kartkę z prośbą o rozmowę. Szybko
oddzwania i decyduje się pojechać z Zosią do domu rodzinnego na
Truskawiecką. Na wszelki wypadek gdyby Czarek jej szukał.

Klan - odc. 1766
Paweł cieszy się, że przy okazji świątecznego śniadania spotkała się
przy stole całą rodzina. Ola podpytuje ojca, czy nie znalazłby w
Elmedzie jakiegoś zajęcia dla Norberta. Monika i Feliks wybierają
się do spa. Kiedy Monika jest w łazience, do Feliksa dzwoni
stęskniona Leokadia. Nie poprzestaje na jednym telefonie i wysyła
Feliksowi namiętny SMS, który odbiera Monika. Stasia i Jeremiasz
wracają z kościoła z mszy za ojczyznę. Pod domem spotykają Roberta,
który jedzie do pracy, aby nadrobić zaległości w papierkowej
robocie. Pola spędza dzień na nauce, ale kiedy dowiaduje się o
Robercie, postanawia mu pomóc i też jedzie do sklepu. Rafalski
zabiera Jasia. Małgosia namawia Beatę, aby zagrała z nią i Jackiem w
grę planszową. Beata nie ma szczęścia i trafia na pole, gdzie musi
spełnić jakieś życzenie. Małgosia życzy sobie, aby mama pocałowała
się z tatusiem. Po rodzinnym dniu Agnieszka z Zosią jadą do swojego
mieszkania. Agnieszka trochę obawia się, że zastanie tam Czarka,
ale - na szczęście - znajduje tylko kosz z kwiatami.

Klan - odc. 1767
Agnieszka telefonicznie informuje Olę o sytuacji z Czarkiem. Cieszy
się, że nie musiała z nim nawet rozmawiać. Ola trochę się dziwi, że
Smosarski tak łatwo zrezygnował, chyba że postanowił wrócić do żony.
Beata dowiaduje się od Rafalskiego, że Jasiek jest chory i ma
gorączkę. Zdenerwowana decyduje, że chłopiec zostaje w łóżku a ona
wzywa doktora Słowika. Michał odbiera telefon od kandydatki z biura
matrymonialnego. Odmawia spotkania w weekend, ponieważ już wcześniej
umówił się z dziećmi na zajęcia sportowe i wycieczkę. Podekscytowany
Stach zagląda do Steni. Opowiada o swojej wizycie w schronisku
opiekuńczym i oświadcza, że na pewno będzie tam chodził. Może będzie
mniej użyteczny jako pomoc przy odrabianiu lekcji ale jako elektryk
na pewno się przyda. Alicja zwierza się Krystynie, że nowa miłość
jej męża przysłała maila. Koniecznie chce się umówić na spotkanie,
na które Alicja kompletnie nie ma ochoty. Wygląda na to, że choroba
Jasia to zwykłe przeziębienie ale ze względu na przeszczepioną nerkę
trzeba zachować czujność. Jasio prosi Beatę, aby pozwoliła mu
spędzić kilka dni u ojca. Rafalski zarzeka się, że będzie dobrze
dbał o syna. W domu Beata już spokojniej opowiada o swoich obawach i
lękach związanych z kruchym zdrowiem Jasia Jackowi. Jacek przytula
Beatę i przekonuje, że wszystko będzie dobrze.

Klan - odc. 1768
Jacek i Małgosia starają się od rana wprawić Beatę w dobry nastrój.
Przy śniadaniu Koziełło i Surmaczowa z niecierpliwością oczekują
Błażeja. Z okazji osiemnastych urodzin chłopak dostaje od nich
bardzo dobrą lokatę bankową. Po południu Koziełłowie wyjeżdżają na
weekend do Nałęczowa, żeby Błażej mógł spokojnie przyjąć gości.
Donata zastaje w swoim biurze sekretarkę, z którą współpracowała w
Piasecznie. Pracownica informuje, że zapisała się na studia ale na
razie została skierowana tutaj, do sekretariatu. Donata od razu
ustala warunki i wysyła nową pracownicę po drożdżówki do cukierni. W
sklepie sekretarka przypadkiem spotyka Jacka i żali się na nową
szefową. Podpytuje Jacka, czy nikt w jego otoczeniu nie szuka
sekretarki. Feliks symulował zapalenie korzonków i dostał zwolnienie
lekarskie na kilka dni. Kamila wychodzi na imprezę. Jerzy cieszy
się, że wreszcie spędzi wieczór tylko z Elżbietą. Na osiemnastkę do
Błażeja schodzą się wciąż nowi goście. Kamila zauważa, że mimo
obietnic kilku kolegów przyniosło piwo.




Strona 1 z 2 • Wyszukano 50 wypowiedzi • 1, 2
 
Copyright 2006 MySite. Designed by Web Page Templates